Wizaż Śmierci

Inne teksty

Kazus trzydziestosiedmiolatki

kazus_miniNiedawno pisałam teksty SEO o stomatologii dziecięcej i tak mnie naszło pytanie: czy kiedykolwiek będę miała problem z wrzeszczącym dzieckiem w gabinecie lekarskim lub u fryzjera. Przypomniał mi się jeden z odcinków „Sex & the City” – „Catch 38” (s.6. e.15. Jedno z moich ulubionych tłumaczeń tytułu to „Kazus trzydziestoośmiolatki”.), w którym Carrie zastanawia się nad posiadaniem dzieci, chociaż nigdy nie miała na to parcia.

Tam jest trochę inaczej… To, że kobieta jest samotna, albo tylko luźno związana, w wieku trzydziestu kilku lat to nic nadzwyczajnego. To, że ktoś nie ma dzieci, nie wzbudza zdziwienia, niesmaku czy innych negatywnych odczuć. A u nas? Nie czujecie się czasem dziwnie, gdy po raz tysięczny słyszycie pytanie, czy przypadkiem nie spodziewacie się potomka?

więcej

Vincent V. Severski  “Nielegalni” – recenzja

SeverskiJestem świeżo po przeczytaniu pierwszej części trylogii szpiegowskiej autorstwa Vincenta V. Severskiego – „Nielegalni”. Już dawno książka mnie tak nie wciągnęła, żebym zarwała kilka nocy pomimo zmęczenia i piekących oczu.

Po „Nielegalnych” sięgnęłam dopiero po spotkaniu autorskim z pisarzem i zapoznaniem się z jego przeszłością, na tyle ile nam pozwolono. Zdaję sobie sprawę, że ta rozmowa miała niebagatelny wpływ na postrzeganie opisanej historii oraz bohaterów. Nie sądzę, żebym tak samo przyjęła zarówno fabułę, jak i szczegóły operacyjne, gdybym nie miała świadomości, że napisał to prawdziwy szpieg. Zachowanie Severskiego podczas spotkania potwierdzało, że bycie agentem wywiadu to nie tylko zawód, a bardziej styl życia. Również czytając historię ukrytych dokumentów NKWD, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości. Ilość szczegółów opisujących zarówno plenery, jak i metody działania bohaterów po raz kolejny pokazują, że napisał to fachowiec znający się naprawdę na rzeczy.

Skomplikowana fabuła, wiele wątków, które w pełni uzupełniają się dopiero na samym końcu, niesamowicie trzymają w napięciu. I nawet przesunięcia czasowe pomiędzy niektórymi rozdziałami przestają przeszkadzać w ostatecznym rozrachunku. Przede wszystkim daję duży plus za bohaterów, którzy pomimo codziennej bliskości wielkiej polityki, potrafią zachować dystans, zdrowy rozsądek i nie dają się bezpośrednio wciągać chore gierki. Tę grupę niezwykle inteligentnych ludzi, dla których rzeczywiste dobro kraju jest na pierwszym miejscu (niezależnie od aktualnie rządzących ekip), śmiało można nazwać polskimi bohaterami przez duże B.

Maj 2015 r.

 

Text & the net

Po kilkunastu latach korzystania z internetu zauważyłam zubożenie powszechnie używanego słownictwa, u siebie także, żeby nie było. Ale jeszcze samo używanie coraz prostszych wyrazów, których znaczenie powinien znać każdy, to nie taki straszny problem. Dużo bardziej irytuje mnie brak odmiany podczas zwykłych rozmów i stosowanie skrótów (o których już wspominałam na stronie).

Zaczynałam rozmawiać w sieci z różnymi ludźmi, kiedy internet w Polsce raczkował i większość maszyn, na których można było to robić, nie miała możliwości pisania z polskimi literami. Do tego się nie czepiam, bo sama do tej pory nie pozbyłam się nawyku pisania bez „ogonków”, szczególnie podczas szybkiej wymiany zdań, gdy bardziej liczy się treść niż forma.
więcej

 

 

Sex and the *** City?

Dziś od rana atakują mnie posty znajomych i znajomych znajomych o wizycie niejakiego Trybsona w moim mieście.

Generalnie bym się spytała, kto to, kur**, jest…, ale z wcześniejszych postów ww. ludzi, coś tam mi świta.

Szkoda.

Bo z tego co się orientuję, to książkowy okaz kretyna i idioty, i niestety chyba bardziej w tym medycznym znaczeniu tych określeń, niż potocznym, a co chwila widzę, jaka to była wspaniała impreza, jaki super show i w ogóle niezapomniane wydarzenie dla mojego miasta. Really?????? Podejrzewam, że pobyt na tej imprezie byłby tragiczną dziurą, przerwą w życiorysie, straconym czasem, którego nigdy by się nie dało odzyskać. Jednym co można by było zrobić (po przeczytaniu niektórych relacji), to porządnie przyłożyć gościowi w imieniu wszystkich NORMALNYCH i szanujących się kobiet za jakieś teksty o kolejnych zaliczeniach.

A już najbardziej rozwalają mnie krytyczne komentarze i niektórych osób o niskim poziomie występującego i widowni (potwierdzające moją powierzchowną opinię), ale osób, które doskonale orientują się w temacie! Bo ja się nie orientuję. Wiem tylko, że chodzi o jakieś reality show, lecz nie jestem w stanie nawet podać dokładnej nazwy, a już tym bardziej, o co w nim chodzi.

A może to wszystko to tak naprawdę eksperyment młodych doktorantów psychiatrii, którzy potrzebowali więcej pieniędzy na poważne badania i prace pod tytułem: Co media potrafią zrobić z ludzi?

Debili???

6-II-2014

 

„Pisanie jest rzeczą podejrzaną i dwuznaczną”

Pewnie wielu z was zrobiło teraz wielkie oczy albo się uśmiechnęło do siebie. Od dziecka większość z nas uczono, że nie wolno kłamać.

A czymże innym jest pisanie wyssanych z palca historii, jak nie formą kłamstwa? Nawet jeśli tworząc postacie bazujemy na znanych nam osobach, to i tak NIGDY nie są ich dokładnym odzwierciedleniem. Coś się pominie, coś doda, a coś przejaskrawi.

Grudzień 2014

 

Mężczyzna przy stoliku

Wewnątrz sali stało kilkanaście stolików, przy każdym po 4 krzesła. Czarne wyposażenie lokalu pogłębiało mrok, powodowany słabym oświetleniem. Ludzie powoli przychodzili i zajmowali jeszcze wolne miejsca.

W głębi lokalu, koło baru było widać wnękę, oddzieloną wysokim oparciem kilkuosobowej sofy. Na niskim stoliku, który było widać ze środka lokalu, leżał gruby segregator wypchany białymi kartkami. Młoda kobieta z długimi czarnymi włosami siedziała na drugiej sofie i trzymała na kolanach gitarę i wodziła palcami wzdłuż strun. Przełożyła kilka kartek w notatniku, coś przeczytała, po czym przekręciła segregator na stole, przodem do swego rozmówcy.

Na kanapie, która stała tyłem do reszty lokalu siedział szczupły mężczyzna po czterdziestce. Sięgnął po zapiski, przeczytał i się uśmiechnął. Wiedział, że ona lubi ten tekst, zawsze na spotkaniach prosiła, żeby go zagrać. Co prawda nie planował go w głównym repertuarze, ale warto było się zastanowić nad bisem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Będzie bis, ze specjalna dedykacją. W końcu pomogła mu zorganizować ten występ i cały czas dodawała otuchy.

Rzeczywiście był nieco zdenerwowany, dawno nie grał na wyjeździe. Obawiał się przyjęcia na nieznanym sobie terenie, chociaż utwory Kaczmarskiego kochano wszędzie. Ostatnie koncerty były bardziej lokalnie, a teraz musiał przemierzyć całą Polskę po przekątnej. Ale w głębi ducha wiedział, że warto… nawet choćby dla samego spotkania z przyjaciółmi.

2-XII-2014

 

Mieć motyle w brzuchu

motylek_1Gdy już kładł się spać, nagle poczuł jak unosi się mu skóra na brzuchu, a on sam zrobił się nieco lżejszy. Chwilę później zaczął się histerycznie śmiać. Zawsze był wrażliwy na łaskotki i z tym walczył, ale jak się pojawiły od środka nie był w stanie się opanować.

Nie bardzo rozumiał, co w ogóle się dzieje z jego brzuchem. Skóra coraz bardziej się unosiła, pomimo nieustającego ataku śmiechu. W pewnym momencie zaczęły go już bolec mięśnie i łapać skurcz, ale i tak czuł się, jakby miał zaraz odfrunąć.

Z wysiłku zabrakło mu tchu.

Gdy otworzył usta by nabrać powietrza, ze środka wyleciał kolorowy motylek.

3-I-2015

 

Kula u nogi

Frank czasami miał jej serdecznie dość. Gdy szedł ulicą ciągnęła się kilkadziesiąt cm za nim i brzęczała na betonowych chodnikach. Ale najgorzej było na schodach, kiedy zacinała się przed każdym kolejnym stopniem.

5-XI-2014

 

Kamień spadł z serca

Po dłuższej przerwie w końcu się ruszyło. Na początku niemrawo, nieznacznie – nie miało za dużo miejsca, żeby rozszerzyć się nawet o ten milimetr. Coś je blokowało, z każdej strony. Jakaś twarda skorupa otaczała je całkowicie.

Drgnęło jeszcze raz i jeszcze. Z każdym ruchem coraz mocniej, aż usłyszało delikatny trzask. Naparło silniej. Znów trzask, trochę głośniejszy.

Jeszcze raz. Poczuło jak skorupa zaczęła pękać na dobre.

Kolejne uderzenia i kamień, który je otaczał rozpadł się na kawałki.

Wreszcie mogło bić pełną piersią.

3-I-2015

 

Rzucać się z motyką na słońce

Ogrodnik George przekopywał kolejna rabatkę z różami. Palące słońce sprawiało, ze coraz trudniej było mu się schylać po wyrwane chwasty. Już nie tylko koszula lepiła się do pleców, ale też lekkie spodnie do nóg. Miał już dosyć podciągania ich przy każdym kucnięciu. I gdy pot zaczął mu spływać po czole zalewając oko, George nie wytrzymał.

Ostatkiem sił podniósł się z nad grządki, zamachnął i rzucił w górę motyką by zgasić tę wielką żarówę.

3-I-2015