Wizaż Śmierci

Kazus trzydziestosiedmiolatki

kazusNiedawno pisałam teksty SEO o stomatologii dziecięcej i tak mnie naszło pytanie: czy kiedykolwiek będę miała problem z wrzeszczącym dzieckiem w gabinecie lekarskim lub u fryzjera. Przypomniał mi się jeden z odcinków „Sex & the City” – „Catch 38” (s.6. e.15. Jedno z moich ulubionych tłumaczeń tytułu to „Kazus trzydziestoośmiolatki”.), w którym Carrie zastanawia się nad posiadaniem dzieci, chociaż nigdy nie miała na to parcia.

         Tam jest trochę inaczej… To, że kobieta jest samotna, albo tylko luźno związana, w wieku trzydziestu kilku lat to nic nadzwyczajnego. To, że ktoś nie ma dzieci, nie wzbudza zdziwienia, niesmaku czy innych negatywnych odczuć. A u nas? Nie czujecie się czasem dziwnie, gdy po raz tysięczny słyszycie pytanie, czy przypadkiem nie spodziewacie się potomka?

         Przez wiele lat myślałam, że coś ze mną nie tak, bo nie lubię dzieci. Gdy wszystkie dziewczynki i kobiety w okolicy zawsze „sikały” na widok bobasa, mnie nigdy to nie ruszało. W sumie tak mam do dziś. Jednak po drodze poznałam wiele innych dziewczyn, które też nie piały z zachwytu nad każdym wózkiem w zasięgu wzroku i zrozumiałam w końcu, że nie jestem taka wyjątkowa, że jest nas całkiem dużo. Tylko spora część z poznanych kobietek później dorobiła się własnych dzieci i zaczęły pocieszać inne, że jak będziemy miały własne… to nie to samo, co cudze… że coś się odblokuje i na pewno swoje będziemy kochać… etc… Niewykluczone.

         Lecz w związku tym wszystkim nasuwa się pytanie, czy mamy tak naprawdę wybór? Czy jednak w naszej rzeczywistości po prostu musimy? A może przez setki lat naszej kultury, jesteśmy tak zaprogramowane?

Ile z nas, tak z ręką na sercu, szczerze i stanowczo sobie powiedziało: nie chcę, nie będę mieć dzieci? I ile z nas nie miała z tego powodu nieprzyjemności, ukradkowych spojrzeń z politowaniem lub typu: ”ale jak to?”, czy komentarzy za plecami?

Czy jednak zawsze, gdzieś tam z tyłu głowy, myślimy, że jak znajdziemy tego jedynego, to wyjdziemy za mąż i będziemy mieć potomstwo, jak nasze mamy, babcie, ciotki i wszyscy dookoła? Chociażby, żeby rodzina się przestała dopytywać, kiedy wreszcie… 😀

Zwykłe życie… W Polsce… Carrie we wspomnianym odcinku zaczęła się zastanawiać nad dziećmi tylko dlatego, że dowiedziała się, iż jej ówczesny partner poddał się wazektomii i już miał dorosłą córkę. A przede wszystkim, że nie zamierzał tego zabiegu odwracać. I chociaż wcześniej nie zaprzątała sobie tym głowy, to nagle zdała sobie sprawę, że coś umyka i może nigdy nie wrócić.

Szkoła, studia, poszukiwanie w miarę dobrej pracy, gdzie często na rozmowach kwalifikacyjnych powtarza się pytanie o planowanie rodziny… Ile z nas szybko odpowiadało: przez najbliższe lata – nie? A czas leci… I tak nie wiadomo kiedy, w rozpędzonym świecie, nagle robi się 35+. Wg wielu badań, im kobieta jest starsza, tym trudniej zajść w ciążę. Chociaż nawet kilka razy w serialu „Sex & the City” padało stwierdzenie, że jeszcze mamy trochę czasu na podjęcie decyzji (bohaterki stawiały sobie granicę bodajże w wieku 42 lat), to słabe pocieszenie. I jednak świadomość, że nie młodniejemy, napawa jakimś dziwnym, bliżej nieokreślonym uczuciem. Naprawdę nikt po nas nie zapłacze? Nikt nie poda szklanki wody na łożu śmierci..? I nikt nie przedłuży rodu…? Nazwisko ma jeszcze szansę przetrwać za sprawą braci, ale co z naszą osobistą linią…?

24.II – 2.III.2016

Tekst został opublikowany na blogu “Czekoladki z pieprzem”