Iwona Wilk

Wizaż Śmierci

(NIE)OCZEKIWANY GOŚĆ

Korekty i poprawki zakończone. Tak więc nadszedł czas na premierę opowiadania – drugiej części historii Iwony i Dariusza.

(…) Spojrzała na swoje zdjęcie zrobione z ukrycia. Czarne wąskie dżinsy i skórzana kurtka. Przypomniała sobie Dariusza. Przez chwilę zastanawiała się, jak by się spisał jako członek zespołu, albo nawet jej partner.

Gdy wspominała niezwykłe spotkanie z chłopakiem, uświadomiła sobie, że czegoś jej brakuje. Początkowo nie potrafiła określić czego, ale w końcu zrozumiała. (…) więcej

 

Majówka, majówka i… po majówce

O tym, że wyjadę na majówkę dowiedziałam się dwa dni wcześniej. Może i lepiej, bo takie spontaniczne wyjazdy bywają najlepsze.

Droga daleka, ponad siedem godzin w pociągu, więc wzięłam ze sobą coś do pisania – zeszyt A4 i kilka długopisów. Wszystkiego nie dało rady zużyć, chociażby dlatego, że trochę trzęsło. były chwile, kiedy żałowałam, że nie wzięłam laptopa, bo jak się okazało i podczas samej majówki znalazło się trochę czasu na pisanie.

Teraz czeka mnie trochę przepisywania. Plus z tego taki, że przy okazji będzie mikro-redakcja.

Co cię nie zabije…

Wszyscy chyba doskonale znamy powiedzenie, że co nas nie zabije to nas wzmocni. I pewnie wielu z nas się z tym zgadza.
Jednak w ostatnich dniach w internecie znalazłam zmodyfikowaną wersję tego zdania. Tak bardzo mi się spodobała, że postanowiłam ją puścić dalej w świat…

“Co mnie nie zabije… uczyni ze mnie zimną sukę”

Ech… czasami są takie sytuacje, kiedy chce się z tego zrobić życiowe motto…

Inspiracji ciąg dalszy

Jakiś czas temu usłyszałam stwierdzenie, że nikt lepiej nie zrozumie pisarza niż inny pisarz.
Musze przyznać, iż coś w tym jest. Po każdym spotkaniu w kawiarence, rozmowach z autorami, wychodzę pełna energii i zapału do pracy. Wczoraj też tak było, chociaż pomysły nie przyszły od razu. Pierwsze myśli pojawiły się dopiero dziś rano. A wieczorem już półtorej strony nowego opowiadania.

Może za kilka dni będzie i tutaj…

Muzyczne inspiracje

Wczoraj w radiowej “Trójce” z okazji 53. urodzin stacji odbył się koncert niesamowitego zespołu ARCHIVE.

Ich utwór “Again” na Liście Przebojów pobił rekord – gościł aż 70 tygodni. To jest piękny dowód na to, że długie (ponad 16 minut) kawałki wcale nie są “nieradiowe” i też mogą zdobyć popularność. A raczej, ciśnie mi się stwierdzenie, że ludzie chcą takich słuchać, i nie tylko od święta.

Mistrzostwo w połączeniu żywych instrumentów i elektroniki jest naprawdę godne uwagi. A lekko psychodeliczny klimat, niekiedy przypominający PINK FLOYD, świetnie nadaje się do pisania, wprowadzając w swoisty trans.

 

Zaćmienie

Wiem, pewnie wszyscy o tym piszą, ale… co tam, też czuję taką potrzebę.

Właśnie oderwałam się od okna, nie miałam żadnej specjalnej, spawalniczej szybki, okularów czy innych cudów. Zastosowaliśmy w domu tradycyjną metodę – szyba ze starego regału okopcona nad świeczką. Efekt niesamowity. Nic nie raziło w  oczy, nie trzeba było mrużyć powiek, a do tego całkiem niezłe zdjęcia wyszły przez taki naturalny filtr.

Tuż po apogeum włączyłam radio… i usłyszałam “Black hole sun” SOUNDGARDEN. Hahaaa “Trójka” też wczuła się w klimat.

Nie wiem, czy to wpływ zaćmienia, czy przesilenia wiosennego, ale nastrój na pisanie jest i zamierzam go wykorzystać maksymalnie.

Odrobina zrozumienia

Kilka razy już miałam okazje brać udział w kawiarenkach literackich. Któregoś razu był rozważany temat “kim jest pisarz”. Padło co najmniej kilkadziesiąt odpowiedzi, a wśród nich także stwierdzenie, że dobry autor musi być również czytelnikiem.

Wiele przeczytanych książek mam na swoim koncie, z różnych gatunków, a teraz się wreszcie doczekałam premiery nowej części jednego z moich ulubionych cykli fantasy. Już przy poprzednich zarzucano pisarzowi, że zaczął tworzyć bardziej dla dochodów niż dla radości samego pisania. rozdziały robiły się coraz krótsze, czasem tylko na 2-3 strony, a nieco zawiedzeni fani mówili, że to po to, aby było więcej kartek i więcej zapłacić za książkę. Przyznaję, że mnie też trochę irytowały te króciutkie rozdziały… Jednak…

Teraz po roku czekania na nową powieść i ukończeniu kursu kreatywnego pisania w międzyczasie oraz uczestniczenia w dyskusjach literackich, przestało mi to tak przeszkadzać. Nie wiem czy wyżej wspomniany autor tez był na jakimś kursie… ale zauważyłam, że zarówno ja, jak i paru innych znajomych pisarzy, także dzielimy tekst na mniejsze części – dla podkreślenia różnych wydarzeń, czy choćby lepszej przejrzystości. Na pewno wielu z nas spotkało się z tym, że w środku rozdziału jest linijka przerwy, albo nawet fragmenty są oddzielone gwiazdkami (jak u mnie).  My stawiamy “entery”, mój ulubiony pisarz poszedł krok dalej i zrobił zupełnie nowe rozdziały.

Do czego zmierzam tym wywodem… Chyba do starej maksymy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) albo do tego, iż nowo zdobyta wiedza odświeża spojrzenie na różne sprawy i pozwala więcej zrozumieć.

Wszędzie ta polityka

No właśnie, gdzie się nie obejrzymy, jesteśmy wręcz atakowani informacjami ze świata polityki. To trochę jak w starym dowcipie:
– Włączam internet – polityka.
– Włączam radio – polityka.
– Włączam telewizję – polityka.
– Otwieram gazetę – polityka.
– Boję się otworzyć konserwę…

Aż którego wieczoru nawet w mojej głowie pojawił się zalążek opowiadania z polityką w tle. Jednak jeszcze się będę zastanawiać co z tą maleńką myślą można zrobić.

Porządki

Dzięki niedawnym uwagom, postanowiłam zrobić trochę porządków na podstronach. Na pierwszy ogień poszły “Inne teksty”, gdzie najnowsze artykuły aktualnie są na samej górze.
Dziś zajęłam się uporządkowaniem podstrony z powieścią. Wcześniej fragmenty rozdziałów były dodawane na koniec wg daty dodawania na stronę. Od teraz fragmenty można poczytać w takiej kolejności jak powstawały i tak jak wskazują numery rozdziałów. Mam nadzieję, że taki bardziej przejrzysty układ zachęci nowych czytelników do lektury. więcej

Gramatyczna policja?

Nie jestem gramatyczną nazistką, nie jestem nawet polonistką, ale kilka niedawnych sytuacji obudziło we mnie potwora i tak oto powstał nowy tekst z cyklu “& the…”.

Zapraszam do lektury, a polonistów o ewentualne sprostowanie, choć przed publikacją artykuł dawałam do konsultacji.

Text & the net

Po kilkunastu latach korzystania z internetu zauważyłam zubożenie powszechnie używanego słownictwa, u siebie także, żeby nie było. Ale jeszcze samo używanie coraz prostszych wyrazów, których znaczenie powinien znać każdy, to nie taki straszny problem. Dużo bardziej irytuje mnie brak odmiany podczas zwykłych rozmów i stosowanie skrótów (o których już wspominałam na stronie). więcej

Blokady

U mnie największą blokadą jest lenistwo. Na kursie u Krysi doszłam do wniosku, że pomaga zrobienie sobie listy zadań z pozycją „Pisać!”. I kiedy przychodzi wieczór, a na liście nadal nie ma odhaczonej tej czynności to jakoś tak głupio, przed samą sobą.

Kolejnym dobrym sposobem to metoda: 100 słów dziennie, którą zasłyszałam od znajomego. Rzeczywiście jest tak, że jak już zaczniesz pisać, to rzadko kiedy kończy się tylko na stu słowach. Zwykle jest to kilka razy więcej. Byle zacząć.

Ale są i sytuacje, że i te minimum jest wymęczone, więc lepiej odpuścić – byle nie za często.

No i chyba najważniejsze to wyłączyć rozpraszacze. Muzyka pomaga, ale czasami może też za bardzo pochłonąć. Rozmowy ze znajomymi pomagają, są bardzo inspirujące, ale trzeba na nie poświęcić czas i uwagę. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Więc polecam wyłączyć Internet (jeśli możemy sobie na to pozwolić), albo przynajmniej portale społecznościowe , gry i inne takie :)

Dawno temu w odległej galaktyce … :) od znajomego malarza usłyszałam takie zdanie, że on nie czeka na natchnienie, tylko na chęci. Wtedy nie mogłam tego zrozumieć, bo byłam na etapie „grafomańskiego” pisania wierszy, który przechodzi spory procent licealistów, i tworzyć chciałam 24 h / dobę, ale czasem brakowało weny z odpowiednimi pomysłami i słowami. Po około 20 latach już go rozumiem – pomysły są, spisane, zaplanowane… Tylko niekiedy tych chęci nie ma (z różnych względów), żeby w końcu przysiąść i napisać nie 100, 200, a co najmniej 1000 słów, bo wiem, że dałabym radę.

Skróty

Co sądzicie o skracaniu słów podczas rozmów internetowych? Nie mam na myśli już wieloletnich standardów jak “zw” (zaraz wracam), czy z angielskiego “brb. Ostatnio wśród młodszych znajomych coraz częściej widzę taki twory jak: cb (ciebie), sb (sobie, siebie), tb (tobie), bd (będę, będziesz, będzie, itd…). Przyznam, że mnie osobiście to wkurza, bo o ile pierwsze przytoczone skróty mają uzasadnienie – dwie, trzy literki zamiast dwóch, trzech wyrazów, to te nowsze wynalazki odnoszą się do pojedynczych słów niewiele dłuższych od samego skrótu. No i do tego jeszcze dochodzi niejednoznaczność. Już kilka razy zdarzyło mi się, że zastosowany skrót mógł mieć kilka znaczeń i koniec końców trzeba było napisać słowo w całości, żeby się dokładnie zrozumieć.

Tłusty czwartek

Jak przystało w ten zwariowany dzień, zamiast śniadania pączki i gorąca, mocna herbata. Mrrrrr…
Odstałam w  kolejce w cukierni, którą często odwiedzałam wracając z liceum do domu. Pączki to standard, ale od wieków w tym miejscu kupowałam jedne z najlepszych W-Z-etek , jakie miałam okazję próbować.
Dziś też sobie nie odmówiłam :)

Od kolegi dostałam motto na dziś, że czasem wystarczy małe, słodkie co nieco, żeby się uśmiechnąć. Zamierzam tę sentencję rozwinąć i dodać jeszcze, iż endorfiny pobudzają kreatywność i twórcze myślenie.
Zatem do dzieła, mości panowie i panie!