Wizaż Śmierci

Fragment 3.

 

Stała przede mną. Nieruchomo. Patrzyła się tymi moimi brązowymi oczami i nic nie mówiła. Nie wiem, kiedy się pojawiła, ani skąd, ani w jaki sposób… Po prostu była.

Niby ja, ale nie ja. Żadnego lustra też nie było. Kręciło mi się w głowie i ściskało w żołądku. Wiedziałam, że powinnam jakoś zareagować, ale nie mogłam się ruszyć. A ona tylko patrzyła. W brudnej, poobdzieranej kurtce, dżinsach poplamionych bliżej niezidentyfikowanymi substancjami i koszulce z naderwanym dekoltem. Zapleśniałe ściany z odpadającym tynkiem i tandetnym graffiti za jej plecami dopełniały przerażającego widoku. Ciemnofioletowa obwódka wokół powiek sprawiała wrażenie pustych oczodołów. Brud rozmazany na zapadniętych policzkach i strużka krwi ściekająca z kącika ust.

Nie mogłam na nią patrzeć i nie mogłam oderwać wzroku. Wciąż czułam się sparaliżowana, próbowałam chociaż coś powiedzieć, ale suchość w gardle uwięziła mój język. Również ani drgnął.

Splatane, czarne włosy wydawały się krótsze od moich. Poczułam przypływ nadziei, że to może nie ja. W tej melinie, po kilku dniach wszyscy zaczynali wyglądać podobnie. W zasadzie to nie wiedziałam, jak wyglądałam, bo każdy kawalątek szkła albo innej płaskiej, gładkiej powierzchni był wykorzystywany w innych celach niż przeglądanie się . Ona ciągle stała nieruchomo, przez chwilę zdawało mi się, że wskazała spojrzeniem na moje nogi. Biłam się z myślami, ciągle próbowałam na nią nie patrzeć, tak bardzo była podobna.

Nie wiem, ile czasu walczyłyśmy ze sobą bezgłośnie, przewiercając się wzrokiem nawzajem. W końcu udało mi się opuścić oczy. Zaczęłam szybko tego żałować. Uświadomiłam sobie, że siedzę na pietach, ale moje uda i podłoga pływały wokół. Z trudem dojrzałam żółto-brązowe plamy na spodniach. Resztki świadomości podpowiadały, że to krew. Ale skąd, przecież kontrolowałam sytuację? To nie mogła być krew… Oderwany guzik w rozporku nie pozostawiał złudzeń. A może to właśnie były złudzenia? Przecież nad wszystkim panowałam, wiedziałam, na ile mogę sobie pozwolić. Posklejane końcówki włosów zsunęły się na moje zdrętwiałe dłonie. Wirowanie w głowie nie ustawało. Znów spojrzałam przed siebie, sprawdzić, czy ona wciąż stoi. Przynajmniej nie pływała, jak cała reszta otoczenia.

Stała. Niewzruszona niczym kamienny posąg. Pewnie lepiej wyglądałaby nago niż tych brudnych łachach. Ból ogarniający całe ciało nie pozwalał na niczym się skupić. Tylko ona była jedyna niezmienna. Graffiti za nią przepływało spokojnie raz w jedną, raz w drugą stronę. Brzuch zawiązał się na supeł.

Gdy znów próbowałam się ruszyć, ona nieznacznie uniosła rękę i zacisnęła pięść. Ostre ukłucie rozerwało mi wnętrzności. Zwymiotowałam przed siebie. Zobaczyłam żółć i krew.

Jej już nie było. Tak jak się pojawiała, tak samo nie wiadomo kiedy, ani jak, zniknęła. Na pięć sekund poczułam się lepiej. Wygrzebałam komórkę i parząc przez fale wpisałam „Zby”, wybrałam numer, a potem wpisałam „rat”. Nie pamiętam, żebym nacisnęła „wyślij”, zanim zapadła ciemność.

 

***

 

Nie wiem, ile czasu minęło, ale kiedy się obudziłam, leżałam w szpitalnym łóżku pod kroplówką. Obok siedział Zbyszek i trzymał mnie za rękę. Coś mamrotał pod nosem. Po chwili zrozumiałam, że mówił do mnie – przepraszał, że nie powinien mi pozwolić na tę przykrywkę, że nie powinien zostawiać mnie samej. Że powinien przewidzieć, że ktoś zrobi mieszankę z nie wiadomo czym i nieważna będzie mała ilość…

– Nie byłam sama – przerwałam mu użalanie się nad sobą.

– Co?! – Nie zauważył, kiedy się obudziłam.

– Miałam… anielicę stróża…

– Jeszcze jesteś na haju? Lekarze mówili, że już wszystko wypłukali…

– Nie wiem… Powinnam być? – uśmiechnęłam się do niego. – Ale ona była ze mną.

– Jaka ona?

– Hm… moje drugie ja… nie wiem… kobieta wyglądająca jak ja, teraz wydaje mi się, że dzięki niej zwróciłam prochy i wciąż żyję.

Zbyszek zawołał kogoś z personelu.

– I tak byłem głupi, że ci na to wszystko pozwoliłem. Jakby coś ci się stało… poleciałby cały wydział…

– Proszę zrobić kolejną toksykologię – powiedział, gdy w drzwiach pojawiła się pielęgniarka. – Znów majaczy.

 

18-19.VII.2016