Wizaż Śmierci

Rozdział I

– FBI! Otwierać!!! – Beatrycze usłyszała przez drzwi natarczywe pukanie.

– Tak, i co jeszcze? – mruknęła do siebie podnosząc się z krzesła
i odkładając sztylet na stół.

W ostatniej chwili przykryła go ścierką do wycierania stalowego pyłu
z polerowania. Nie zdążyła podnieść papieru ściernego, który stoczył się na podłogę.

– Otwierać, policja! – walenie nie ustawało.

– Kto tam? – spytała spokojnie, podchodząc do drzwi.

– Policja – odpowiedział męski głos.

„Cholera, czemu ciągle nie mam tego judasza?” – pomyślała, przekręcając łucznik.

Już miała otwierać, gdy przy nodze pojawił się miauczący w niebogłosy kot. Jeszcze tego brakowało, żeby zwiał na schody. Wzięła go na ręce i nacisnęła powoli klamkę, zastawiając skrzydło kolanem, tak, żeby nie można było szeroko otworzyć.

– Pani Beatrycze Konieczna alias Mroczna?

– Zależy kto pyta. Mogę zobaczyć wasze odznaki? – spytała.

Dwóch mężczyzn na klatce schodowej niechętnie wyciągnęło skórzane okładki z kieszeni kurtek. Wyższy, który pytał ją o nazwisko, szybciej rozłożył swoją. Dziewczyna z pewnym smutkiem, stwierdziła, że to rzeczywiście policja. Jednak, gdy drugi w końcu pokazał odznakę, zaczęła się histerycznie śmiać przez chwilę. Po czym zatrzasnęła drzwi mężczyznom przed nosem. Szybko pobiegła do sypialni, gdzie leżał jej smartfon, rzuciła kota na łóżko i wracając do przedpokoju zaczęła włączać opcje aparatu fotograficznego.

Znów usłyszała pukanie.

Gdy komórka już była gotowa do robienia zdjęć:

– Czego? – tym razem warknęła, otwierając drzwi.

– Przyszliśmy… – zaczął ten wyższy, ale nie skończył, bo usłyszał dźwięk migawki.

– Zaraz naprawdę zadzwonię na policję, jak stąd nie znikniecie w ciągu sekundy! – pstryknęła kolejne zdjęcie.

(…)

 

Marzec 2014.