Wizaż Śmierci

Rozdział III

Farel ułożył starannie świeżo wywołane fotosy na dużym, lekko pochylonym blacie. Sięgnął po szkło powiększające stojące w metalowym koszyczku po lewej stronie pulpitu. Ostrożnie pochylał się nad każdym zdjęciem. Szukał skaz. Zawsze to robił, gdy dostawał materiał z sesji. Musiał sprawdzić dokładność pracy zarówno makijażystek, jak i retuszu. Nienawidził fuszerki, nawet maleńka kropeczka szminki wystająca poza obrys ust była nie do zaakceptowania. Dlatego nie zadawalał się pierwszymi lepszymi kopiami przesyłanymi przez internet, zawsze żądał zdjęć w najwyższej rozdzielczości. Tylko takie nadawały się do wywołania na dużym formacie 45 x 30 cm.

Jak zwykle był zadowolony z pracy Siemieniuka. Do tej pory fotograf jako jeden z nielicznych, spełniał jego, najwyższe wymagania. Farel załatwił mu kilka intratnych zleceń, głównie dlatego, żeby Siemieniuk nie narzekał na tak drobiazgową obróbkę, mając świadomość że przynajmniej na tym dobrze zarobi.

Cieplicki wyszukiwał tylko najpiękniejsze dziewczyny, takie które bez makijażu też się wspaniale prezentowały. Nienawidził, gdy przeglądając portfolio, modelki bez make-upu znacznie się różniły.

Ta, na którą teraz patrzył, także spełniała jego wymagania. Z czystym sumieniem będzie mógł ją polecić zaprzyjaźnionym agencjom i wynegocjować korzystne kontrakty. Nad wizażystką postanowił jeszcze pomyśleć i obserwować jej kolejne prace.

Ślęczał zgarbiony nad ostatnią fotografią, gdy zadzwonił telefon

– Mamy wyniki – usłyszał suchy komunikat.

– Kto? – zapytał równie beznamiętnie.

– Monika Śliwińska i Aneta Sosnowska. W ciągu najbliższych dwóch tygodni – powiedział męski głos.

– Oczywiście. Jak zwykle dam znać gdzie i kiedy – rozłączył rozmowę.

Farel właśnie patrzył na fotosy Anety. Delikatnie przesunął palcem wzdłuż jej talii.

– A mogłaś być taka piękna – wyszeptał i pocałował usta modelki na zdjęciu.

(…)

 

***

(…) Zamknął oczy, rozsiadając się wygodnie w fotelu przed pulpitem. Przypominał sobie każdy szczegół poniedziałkowego spotkania. Od chwili zabrania Moniki spod domu, aż do odwiezienia jej z powrotem. Poczuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego podbrzuszu i spływa coraz niżej. Poprawił naciągająca się bieliznę.

Już wcześniej czuł się osobliwie w jej obecności, nawet kiedy woził na manicure i do fryzjera. Nie rozumiał jeszcze tego odczucia. Nigdy przedtem takiego nie doznał.

Zamrugała do niego długimi, czarnymi rzęsami, jakby pytała, czy podoba mu się makijaż. Spojrzał na nią – było cudownie. Pamiętał wyraźnie, jakie robiła na nim wrażenie za każdym razem, gdy na nią patrzył. Jakby coś mu ściskało wnętrzności. Na chwilę uchwycił badawczy wzrok Beatrycze z takim samym pytaniem. Musiał przyznać, że wizażystka miała wyjątkowy talent. Niektóre z pięknych dziewcząt robiły maszkary, ale nie ona. Wiedział, że to będzie bardzo udana sesja.

O tak, Monika była bardzo piękna. Tak, jak lubił najbardziej.

„Moja Moniczka zostanie gwiazdą” – pomyślał mimowolnie. Już układał treść kontraktu z najlepszą agencją. – „Moja Moniczka…” – podniecenie narastało. Powoli wyciągnął dłoń w kierunku krocza, jednocześnie bojąc się skalać Monikę swoją zachcianką, gdy nagle przeszył go lodowaty dreszcz. Cały czas miał jej śliczną twarz przed oczyma, ale tym razem już nie stała na wybiegu, tylko leżała zimna i blada na stole, z wbitymi igłami w różne części jej idealnego ciała. Dziwny niepokój rósł z każdym ułamkiem sekundy. Poczuł niemal jak wpada w panikę. (…)

 

Lipiec 2014