Wizaż Śmierci

Rozdział VI

(…)
Beatrycze włożyła kartę hotelową w zamek drzwi do pokoju. Weszła do ciemnego pomieszczenia, gdy już miała zapalić światło, coś ją zaniepokoiło i zatrzymała rękę tuż nad włącznikiem. Blask ulicznej latarni wdzierający się przez szczeliny w zasłoniętych oknach minimalnie rozjaśniał zarysy pokoju. Po krótkiej chwili zrozumiała, co ją zaniepokoiło. Było za ciemno. Gdy zostawiła bagaże i poszła na spotkanie do klubu, zasłony były rozsunięte, a wieczorem pokojówki raczej nie sprzątały. Lekko szumiący w głowie agentki alkohol momentalnie się ulotnił.

Najciszej jak potrafiła, odłożyła torbę z laptopem pod ścianę, w zabudowie były rozrzucone hotelowe kapcie, które powinny być idealnie równo ułożone na półce. Schowała kartę do tylnej kieszeni w spodniach i wyciągnęła pistolet z kabury na pasku. Powolnym ruchem przesunęła bezpiecznik i odciągnęła kurek tłumiąc dłonią charakterystyczne pstryknięcie. Wysunęła broń przed siebie i kocim krokiem przeszła przez krótki przedpokój. Zatrzymała się w progu przy uchylonych drzwiach łazienki. Najpierw wsunęła dłonie z pistoletem, potem delikatnie otworzyła. Tu też zauważyła ślady czyjejś bytności – rozpakowane mydełko. Szybko sprawdziła resztę łazienki i wróciła na korytarz. Oparta plecami o ścianę przesunęła się do progu pokoju. Błyskawicznie obróciła się na kancie ściany, stając przodem do łóżka. Skórzana kurtka skrzypnęła ocierając się o framugę. Smuga światła pozwoliła dostrzec jakiś kształt, który się właśnie poruszył i zaczął podnosić.

Konieczna już naciskała spust (…)

 

20-21.X.2014